niedziela, 14 sierpnia 2016

Mały worek żeglarski plus top w agrafki...


 

Nie mogę sobie przypomnieć jak to było, że nagle wpadłam na pomysł szycia worka żeglarskiego... Czy to było wtedy gdy moja styrana wieloletnimi podróżami walizka wyzionęła ducha? W każdym razie natchniona siadłam do krojenia i szycia i powstały worek oraz wór żeglarski. Dziś o tym pierwszym.


W procesie twórczym wykorzystałam tutorial z Kuferka obfitości (tu). Jedyne zmiany jakie wprowadziłam to szycie z podwójnych tkanin (widać szare wnętrze na zdjęciu powyżej), dzięki czemu worek nabrał trochę sztywności. Zastanawiam się też czy ta tkanina szara nie jest czymś powlekana i wododporna, bo to zdobyczna z sh i tak wygląda. Muszę zrobić testy na jakimś skrawku:) Wierzch to piękna biało-niebiesko-czerwona miła w dotyku bawełna także z lumpkowych znalezisk. 





Taki worek po dopasowaniu długości linek supełkami na końcach po chwili układa się na placach i jest całkiem wygodny. Dodatkowo zauważyłam, że w bonusie skłania do zachowania prostej sylwetki i działa na plecy niczym mangowy 'pajączek':)
Ahoj, przygodo!;)
I na koniec jeszcze szybka prezentacja nowego topu z dzianiny w agrafki, którą wspominałam przy poprzedniej notce. Model z Anny Mody na Szycie uparcie przeze mnie eksploatowany, który mogliście zobaczyć na blogu tu lub tu, a który tak naprawdę wykorzystywałam poza tym jeszcze dwa razy. Za każdym razem wychodzi trochę inaczej:D Tym razem dekolt mniejszy, mniej podłożyłam. 



środa, 10 sierpnia 2016

Sukienka dla mnie, sukienka dla mamy...


Agrafkowa dzianina jersey... Zachorowałam na nią jak tylko zobaczyłam ją z sklepie stacjonarnym w Zielonej Górze. No ale 38zł za metr bieżący... A potem przeglądnęłam jedną stronkę i jest. U producenta za mniej niż połowę tej ceny (tu). 


Wykrój zaczerpnęłam z Ottobre Woman (nr 2/2014, model 19). Jest to drugie moje ubranko z tej gazety i potwierdziło się to co kiedyś usłyszałam - te ciuchy po prostu dobrze leżą. Top, który kiedyś uszyłam nadal czeka na publikację:) Gdyby tylko Ottobre nie było takie drogie... to z pewnością bym je kupowała. Może jeszcze dojdę do etapu, że się nie będę mogła oprzeć;)

Dekolt (pogłębiłam dosyć sporo w stosunku do oryginalnego wykroju) i pachy wykończyłam przez podwinięcie, a od pasa w dół wszyta jest nieelastyczna podszewka, co mam nadzieję zapobiegnie rozciągnięciu sukienki na pupie. 


Uwielbiam ją, jest taaakaaa wygodna i miła w dotyku...



A tutaj obie sukienki razem i przechodzimy do maminej...




Cytrusowa sukienka to model nr 10 z Anny Mody na Szycie nr 4/2015, który miałam już odrysowany przy okazji szycia Niebieskiej Marilyn Monroe (tu). Tym razem w całości i taki jaki zamierzali konstruktorzy. Szyta była wspólnymi siłami, bo mama wycięła poszczególne części kiedy mnie nie było, a ja potem pozszywałam. Niestety, jako że ostatnio szyła coś kiedy byłam małą dziewczynką, nie pomyślała o spasowaniu wzorów na przodzie... Jest plan żeby to jeszcze ukryć pod jakąś koronkową pionową wstawką czy czymś w ten deseń. A plan poszerzenia w pasie przy wykrajaniu też jakoś zaginął... Ale ogólnie jesteśmy zadowolone.

Materiał to też jersey z Piramidy Teofilów. Polecam:)


Gwiazdą być;))

A na koniec Kącik Ogrodniczki;)


Pamiętacie moja skrzynkę balkonową z ula? (tu) Teraz moje pomidorki wyglądają w niej tak:




I jeszcze zakwitła mi na balkonie męczennica. Piękna, choć w pąku była ponad 2 tygodnie, a po rozwinięciu się przekwitła w ciągu 3 dni. Zdecydowanie jednak to pnącze warte uwagi ze względu na ten iście kosmiczny kwiatostan...



Męczennica

wtorek, 19 lipca 2016

Kwiecista sukienka z przeróbki...



Dziś krótki wpis o kwiecistej sukience, którą znalazłam zimą w second handzie. Jako że od jakiegoś czasu przechodzę fazę 'kwiatkową' nie mogłam przejść obojętnie gdy zobaczyłam tę tkaninę. Rozmiar sukienki był okej, lecz miała, poza wystrzępionym dołem, jedną zasadniczą wadę - nie miała ramiączek. Przy mojej budowie noszenie czegokolwiek bez odpowiedniego 'zawieszenia' nie ma racji bytu i takich ubrań po prostu nie noszę. No ale taki piękny materiał...

Tak wyglądała przez przeróbką:


... i ją wzięłam:) Przeleżała na półce kilka miesięcy, przyszło lato i upały (tak, to były jeszcze te początki, kiedy było gorąco, a nie tak deszczowo jak teraz) i przyszła wizja jak ją przerobić.
Jak możecie zauważyć na zdjęciach w czasie procesu twórczego powstał asymetryczny przód, a z pozyskanego w ten sposób materiału dorobiłam górną część ramiączkowo-dekoltową.


Teraz sukienkę uwielbiam, mogłabym chodzić w niej na okrągło:) Jest przewiewna,  kolorowa, dół pięknie powiewa przy chodzeniu, tak że czuję się trochę jak z trenem;)) I prawie za darmo mam nowe ulubione ubranie.


 Ps. Tym razem zdjęcia robiliśmy na szybko na Centrum Dialogu "Przełomy" chwilę przed burzą. Nim doszliśmy na Zamek Książąt Pomorskich nieopodal lunęło... 


wtorek, 5 lipca 2016

Sukienka z róż na mięcie...


Ostatnio na którejś z fejsbukowych grup wpadło mi w oczy pytanie "Co szyjecie z teofilowych róż na mięcie? Jaką sukienkę można z nich uszyć?" i dalsza dyskusja w komentarzach, że ten materiał to tylko na piżamy i że panie z Łodzi by się podśmiewały gdyby ktoś wyszedł w nich na ulicę. Na szczęście do Łodzi mam całkiem daleko i dzięki temu mogłam ze sławnych już róż na mięcie uszyć wiosenną sukienkę:)


Formę odrysowałam od sukienki z sieciówki, którą bardzo polubiłam, a z rękawami pokombinowałam z wykroju na bluzkę z Anny Mody na Szycie. Dobrze, że jersey jest rozciągliwy dzięki czemu zmieściłam się w biuście... Muszę następny raz dodać parę centymetrów po bokach w tym obszarze.


Dekolt i rękawy wykończyłam czarną matową bawełnianą lamówką na przełamanie, żeby nie było aż tak strasznie piżamowo;) Opinie na temat efektu końcowego są podzielone. Grunt, że ja czuję się w sukience dobrze, bo innym w niej chodzić nie dam... A na pewno już nie Igorowi i mojemu tacie;)




Ps. Cieszą mnie postępy w szyciu, które u siebie zaobserwowałam. Powoli, z każdym projektem uczę się czegoś nowego, coraz więcej rozumiem, odnajduję nowe metody. Przy szyciu topu (o nim najprawdopodobniej w następnym poście) natrafiłam na nową metodę wszywania półpodszewki. Polecam.




poniedziałek, 27 czerwca 2016

Niebieska Marilyn Monroe


Tak, w końcu! Nadszedł czas na kolejne sesje fotograficzne:))

Znalazłam pewnego razu sukienkę w sh. Oczywiście była dużo za duża, ale materiał mi się spodobał i stwierdziłam, że dam radę coś z niej zrobić. Rozprułam ją doszczętnie i praktycznie powstała od nowa. Użyłam modelu nr 10 z Anny Mody na Szycie nr 4/2015 (góra, a dół z oryginalnej sukienki - mniej więcej 3/4 koła). Po raz kolejny stwierdzam, że ta gazeta jest świetna dla kobiet o mojej figurze.



Jak pewnie stali czytelnicy zauważą w ciągu ostatnich 3 miesięcy zmieniłam też kolor włosów. Poszukuję teraz kolorów dla blondynki:) Ten niebieski nieźle się wpasował.

Jeśli chodzi o materiał z którego zrobiona jest sukienka to podejrzewam poliester. Rozciągliwy, lejący, absolutnie niegniotliwy, jakby tkany. Mam wrażenie, że absolutnie niezniszczalny;)







środa, 22 czerwca 2016

Czy szyję?

... Odpowiedź brzmi: tak

Tylko czasu na wybranie się w plener i zrobienie fotek nie ma. 
Nie lubię zdjęć ubrań na wieszakach, są takie bez życia... Tak więc czekam na okazję i w natłoku zajęć (również przyjemnych, przyznaję) czas płynie, a na blogu nic się nie pojawia.

Uszyłam top w różyczki na mięcie (jearsey), sukienkę z tego samego materiału, dwie pary za dużych szortów (czekają na rozprucie; tak to bywa jak się niedokładnie przeliczy cale na centymetry....), przerobiłam sukienkę z sh i uszyłam jeszcze jedno ubranie, które będzie dla kogoś prezentem więc na razie ćsiiiiii. Gdy wreszcie znajdę luźny weekend i fotografa na niego to będę to wszystko powoli prezentować...

A tu właśnie ten top, który noszę, ale porządnie go sfotografować czasu nie mam, bo robię właśnie takie fajne rzeczy...:)

piątek, 29 kwietnia 2016

Nie zgadniecie z czego zrobiłam donicę...


... no właśnie... z czego?:) 


Skrzynka, która kiedyś była ulem, a teraz robi u mnie za kwietnik. Recykling na 102:) 

Znalazłam ją na kupie rzeczy do spalenia i dojrzałam w niej potencjał. Zaangażowałam więc najpierw tatę, a potem I. do wtaszczenia jej do samochodu i mieszkania. Trzeba przyznać, że połowa ula lekka nie jest, nawet pusta... W końcu to kawał drewna.



"A to co? Da się tam wleźć?"

"Przejmuję to dziwne drewniane pudło!"

Dalsza obróbka leżała już tylko w moich rękach. Oczyściłam drewno z resztek starej farby na tyle na ile się dało i pomalowałam boki białą emalią.

Tymczasowo stanęły w skrzynce bratki, ale dziś już posadziłam w niej sadzonki pomidorów i sałat. Na moim południowym balkonie powinien udać się wspaniały miniwarzywnik:) 






Ps. Czy widziałyście już nową Annę Modę na Szycie? Wzięłam w ciemno, odrzucając wcześniej kolejny numer Burdy, który mnie nie zachwycił i znów się na Annie nie zawiodłam. Trzy modele poniżej czyli kopertową sukienkę (z tkaniny, a nie dzianiny!), bluzkę (znów z tkaniny!) i długą sukienkę koniecznie będę chciała uszyć.