piątek, 18 listopada 2016

Folk w kontrafałdach, czyli spódnica w łowickie wzory...

Kochałam się w tym łowiczu odkąd ujrzałam go po raz pierwszy gdzieś w internecie, ale jakoś nigdy nie zebrałam się, żeby go zamówić. I gdy pewnego dnia trafiłam na niego stacjonarnie nie mogłam się oprzeć, o czym wspominałam już w notce wrześniowej. Niesiona entuzjazmem stworzyłam z niego spódnicę z kontrafałdami (tak, tak, jakoś do tej pory nie siadłam do obróbki zdjęć mimo że jak można poznać po liściach na drzewach sesja zdjęciowa odbyła się już jakiś czas temu...)



Do skontruowania spódnicy posłużyły mi tutoriale z różnych blogów. Jako że zbyt optymistycznie uznałam za obwód mojej talii 82cm, a w dodatku zapomniałam przy krojeniu dodać zapas na szew okazało się, że albo będę dosztukowywać kawałek do długości, albo rozpuszczę po jednej kontrafałdzie z każdej strony... No i rozpuściłam, z tyłu. Koniec końców wyszło całkiem nieźle:)




 Tak w ogóle to szyję. Jak zwykle odwieczny problem z fotografowaniem ubrań...

niedziela, 25 września 2016

Jak zrobić niemal darmowy stojak na duże szpule nici - Tutorial


Jakiś czas temu przypadkiem trafiłam w lumpku na kilkanaście dużych szpuli nici po 2 zł za sztukę. Takiej okazji nie mogłam powiedzieć nie. Do owerloka się nadają owszem, ale zachciało mi się używać ich też na mojej Silverce. I tak pewnego wolnego dnia uruchomił mi się "gen inżynierka"...

Przeszłam się po mieszkaniu, zebrałam kilka elementów, które uznałam, że mogą się nadać i rozpoczęłam kombinowanie...


Do zrobienia mojego stojaka użyłam:


  • pudełka po lodach
  • kawałka bambusowego patyka
  • gwoździa
  • taśmy izolacyjnej
  • piasku, jako obciążnika
  • kawałka elastycznej koronki
  • miniwiertarki
  • białej farby akrylowej 



Pierwszym krokiem jest dobranie podstawy do naszego stojaka. Pudełko nie musi być aż tak wysokie, ważne jednak żeby było na tyle szerokie żeby zmieściła się na nim nasza najszersza u podstawy szpula i zostało jeszcze miejsce na umocowanie patyczka.


Nawierciłam dziurę w wieczku, tak by patyk ciasno w nią wchodził. Jeśli nie macie wiertarki to taką dziurkę możecie też zrobić rozgrzanym nad palnikiem gazowym gwoździem lub śrubokrętem.


Przystawiamy nasz stojak do maszyny i zaznaczamy na patyczku miejsce na dziurkę. Musi być ona  trochę wyżej niż maszyna. Nawiercamy i poszerzamy do takiej szerokości żeby wchodził gwóźdź, ale nie jego łepek.


Instalujemy gwóźdź.


Rozginamy spinacz do papieru i przyklejamy go za pomocą taśmy do czubka gwoździka. Myślę, że jeśli nie macie pod ręką taśmy izolacyjnej to można użyć zwykłej taśmy klejącej.


Na tym etapie uzupełniamy podstawę czymś, co ją obciąży. Sprawi to, że nasza konstrukcja będzie stabilna. Jeśli chodzi o mnie to użyłam piasku z nad morza. Pewnie sprawdziłyby się też kamyczki czy żwir.

Dla lepszego efektu wizualnego pomalowałam swój stojak akrylową farbą, która została mi po malowaniu szafek w kuchni. Polecam wam farby akrylowe, bo super szybko schną, nie mają intensywnego zapachu, a pędzel po nich myjemy zwykłą wodą (póki farba na nim nie wyschnie). Wygodna byłaby też pewnie  farba w sprayu. 


Dla pięknego wykończenia niezbyt atrakcyjnego łączenia z pokrywką przygotowałam obręcz z elastycznej koronki.



Obrączkę z koronki wywróciłam na druga stronę i naciągnęłam na pojemniczek. Możecie też użyć jakiejkolwiek tasiemki i kleju na gorąco.


I gotowe:) Prawie darmowy własnej roboty stojak na duże nici .


Stojak na nici DIY
 

 Gdybyście skonstruowali własne stojaki, koniecznie dajcie znać! :)


Ps. Spinacz jest bardzo łatwy w nawlekaniu bo wystarczy nitkę wsunąć od góry, nie trzeba się nawet 'męczyć' przewlekaniem przez dziurkę:)




sobota, 17 września 2016

Kaszubskie ptaszki i inne domowe dodatki



Choruję na wszelkie folkowe wzory. Kiedy więc pewnego dnia, będąc z wizytą w Gorzowie, zajrzałam do hurtowni Prima i zastałam tam 3 rodzaje bawełny w łowicki wzór i jeden kaszubski nie mogłam się oprzeć. 
Pierwszą rzeczą, którą uszyłam z łowicza na czarnym tle, była moja pierwsza spódnica z kontrafałdami. Pojawi się na blogu jak tylko odbędzie się sesja fotograficzna z nią w roli głównej.
Do ożywienia mojej nowo-pomalowanej na szaro (a dokładnie na 'grotę solną') sypialni wymyśliłam ptaszki z kaszubów. Powyżej widać też moją kompozycję obrazków dekoracyjno-motywujących;)


 Ptaszki wypełniłam kulką silikonową i narysowałam im oczka mazakami do tkanin.


Ostatnio szyję sporo małych form, między innymi takie serduszko machnęłam.


Przy okazji szycia takich drobiazgów moja maszyna zaczęła zdradzać niepokojące objawy. Na małych łuczkach pętelkowała. Nie pomagały zmiany igły, ani żadne inne. Działo się tak na dzianinie jak i na tkaninie. Na spodniej stronie wyglądało to tak:



Rozkręciłam co zdołałam z obudowy i delikatnie wymiotłam paprochy oraz naniosłam specjalny olej. Problem nie zniknął. Postanowiłam zawieść maszynę do naprawy, a tam pan tylko chlusnął mi taką ilością oleju, że aż się przeraziłam, że mi maszyna utonie i wszystko znów działa bez zarzutu:D Okazało się, że byłam zbyt zachowawcza w tym smarowaniu:))

A na koniec jeszcze szybka prezentacja zasłony do szafy w przedpokoju. Wcześniej były tam drzwi na prowadnicach, które ciągle wypadały i których miałam przez to serdecznie dość. Kupiłam więc w Casto reling, wymierzyłam i uszyłam zasłonę z szarej trochę podobnej z wyglądu do lnu, lecz nie gniotącęj się, tkaniny z lumpka. 

Ubrania schowane, łatwy dostęp, zero zagrożenia zmiażdżeniem spadającą dechą;)






niedziela, 14 sierpnia 2016

Mały worek żeglarski plus top w agrafki...


 

Nie mogę sobie przypomnieć jak to było, że nagle wpadłam na pomysł szycia worka żeglarskiego... Czy to było wtedy gdy moja styrana wieloletnimi podróżami walizka wyzionęła ducha? W każdym razie natchniona siadłam do krojenia i szycia i powstały worek oraz wór żeglarski. Dziś o tym pierwszym.


W procesie twórczym wykorzystałam tutorial z Kuferka obfitości (tu). Jedyne zmiany jakie wprowadziłam to szycie z podwójnych tkanin (widać szare wnętrze na zdjęciu powyżej), dzięki czemu worek nabrał trochę sztywności. Zastanawiam się też czy ta tkanina szara nie jest czymś powlekana i wododporna, bo to zdobyczna z sh i tak wygląda. Muszę zrobić testy na jakimś skrawku:) Wierzch to piękna biało-niebiesko-czerwona miła w dotyku bawełna także z lumpkowych znalezisk. 





Taki worek po dopasowaniu długości linek supełkami na końcach po chwili układa się na placach i jest całkiem wygodny. Dodatkowo zauważyłam, że w bonusie skłania do zachowania prostej sylwetki i działa na plecy niczym mangowy 'pajączek':)
Ahoj, przygodo!;)
I na koniec jeszcze szybka prezentacja nowego topu z dzianiny w agrafki, którą wspominałam przy poprzedniej notce. Model z Anny Mody na Szycie uparcie przeze mnie eksploatowany, który mogliście zobaczyć na blogu tu lub tu, a który tak naprawdę wykorzystywałam poza tym jeszcze dwa razy. Za każdym razem wychodzi trochę inaczej:D Tym razem dekolt mniejszy, mniej podłożyłam. 



środa, 10 sierpnia 2016

Sukienka dla mnie, sukienka dla mamy...


Agrafkowa dzianina jersey... Zachorowałam na nią jak tylko zobaczyłam ją z sklepie stacjonarnym w Zielonej Górze. No ale 38zł za metr bieżący... A potem przeglądnęłam jedną stronkę i jest. U producenta za mniej niż połowę tej ceny (tu). 


Wykrój zaczerpnęłam z Ottobre Woman (nr 2/2014, model 19). Jest to drugie moje ubranko z tej gazety i potwierdziło się to co kiedyś usłyszałam - te ciuchy po prostu dobrze leżą. Top, który kiedyś uszyłam nadal czeka na publikację:) Gdyby tylko Ottobre nie było takie drogie... to z pewnością bym je kupowała. Może jeszcze dojdę do etapu, że się nie będę mogła oprzeć;)

Dekolt (pogłębiłam dosyć sporo w stosunku do oryginalnego wykroju) i pachy wykończyłam przez podwinięcie, a od pasa w dół wszyta jest nieelastyczna podszewka, co mam nadzieję zapobiegnie rozciągnięciu sukienki na pupie. 


Uwielbiam ją, jest taaakaaa wygodna i miła w dotyku...



A tutaj obie sukienki razem i przechodzimy do maminej...




Cytrusowa sukienka to model nr 10 z Anny Mody na Szycie nr 4/2015, który miałam już odrysowany przy okazji szycia Niebieskiej Marilyn Monroe (tu). Tym razem w całości i taki jaki zamierzali konstruktorzy. Szyta była wspólnymi siłami, bo mama wycięła poszczególne części kiedy mnie nie było, a ja potem pozszywałam. Niestety, jako że ostatnio szyła coś kiedy byłam małą dziewczynką, nie pomyślała o spasowaniu wzorów na przodzie... Jest plan żeby to jeszcze ukryć pod jakąś koronkową pionową wstawką czy czymś w ten deseń. A plan poszerzenia w pasie przy wykrajaniu też jakoś zaginął... Ale ogólnie jesteśmy zadowolone.

Materiał to też jersey z Piramidy Teofilów. Polecam:)


Gwiazdą być;))

A na koniec Kącik Ogrodniczki;)


Pamiętacie moja skrzynkę balkonową z ula? (tu) Teraz moje pomidorki wyglądają w niej tak:




I jeszcze zakwitła mi na balkonie męczennica. Piękna, choć w pąku była ponad 2 tygodnie, a po rozwinięciu się przekwitła w ciągu 3 dni. Zdecydowanie jednak to pnącze warte uwagi ze względu na ten iście kosmiczny kwiatostan...



Męczennica